Menu

Stworzenie Świata – dzień czwarty: kajak na orbicie, rzodkiewka i czarna d. Hawkinga

Marzec 27, 2014  |  Biblia

Znawcy Biblii mówią: z pustego i Salomon nie naleje. Laik powie: z gówna bata nie ukręcisz. A jednak. Ponieważ swoboda interpretacji sprzyja sztuce i intelektualnej rozrywce, pozwolę sobie nie wyjaśniać, co mam na myśli.

Dzień czwarty Stworzenia wyglądał następująco (Księga Rodzaju 1.14-18):

A potem Bóg rzekł: ”Niechaj powstaną ciała niebieskie, święcące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią”. I stało się tak. Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy.

I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności.

Podsumujmy dzieło boskie do dnia czwartego włącznie:

1. W centrum Wszechświata powstaje Ziemia. Jest sama, samiutka. Wszystkie starsze od niej obiekty powstaną później i wszystkie galaktyki najwyraźniej będą musiały całkiem wbrew sobie zapierniczać wokół naszej planety, która, jak wiadomo, ma wysraną w kosmos grawitację i aż dziw, że można w tak gęstej materii uprawiać rzodkiewkę.

Lub – idąc tym tropem – marchewkę. Napisałbym, że buraki też, ale jeśli ktoś uprawia rzodkiew i marchew, można bezpiecznie założyć, że grządkę z burakami też ma.

Gdyby Hawking nie wiedział, że wyżej opisany model nie jest możliwy, może nawet by się ucieszył z takiego obrotu spraw, bo oznaczałoby to, że żyjemy w czarnej d. Niestety Hawking nie doznał łaski wiary.

Wbrew podejrzeniom nie ironizuję i nie drwię. Prowadzę dyskurs naukowy na zastanym poziomie.

2. Następnie nagle robi się jasno, mimo że Wielki Zegarmistrz Światła zapali lampy kilka dni później.

Skutek znów wyprzedza przyczynę. 

Zależność przyczynowo-skutkowa totalnie nie trzyma się kupy i znów mówimy o kolejności „od dupy strony”.

Jak konsumpcja poprzedzona wypróżnieniem.

Tak to osobiście odbieram, ale może coś pokręciłem. Z tego, co wiem, trzeba najpierw zjeść, ale zaraz dojdziemy do problemu jajka i kury i zacznie się porozumiewawcze chrząkanie, żebym nie brnął w to dalej.

3. Nad chmurami Bóg umieszcza ocean, który oddziela od nas sufitem, żeby nas ta woda nie zalała.

Troskliwie i przezornie. Jeśli kogoś zalał sąsiad z wyższego piętra, to na pewno kuma boski zamysł.

No i wiadomiks – jak pada deszcz, znaczy to, że trochę tam u góry cieknie, ale trochę musi, bo rzodkiewka nie urośnie. Kto uprawiał rzodkiewkę, ten przejrzał boski plan.

Albo marchewkę.

Z drugiej strony jak przy takiej ilości kitu może cokolwiek ciec? Bóg jeden wie.

Tak czy owak protestanci amerykańscy mogliby skompromitować aroganckich ateistów z NASA i utrzeć im nosa, wysyłając na orbitę kajaki. Trzymam za nich kciuki; z pomocą bożą powinno się udać.

W tym wszystkim nie wiem, co prawda, jakim cudem boskim Słońce miałoby świecić, będąc zanurzonym w oceanie, ale rozumiem, że powstałą w ten sposób parę widzimy w postaci chmur. Poza tym co tu się zastanawiać, skoro Bóg i tak jest zagadką.

I tak dalej.

4. Rośliny powstają przed Słońcem.

Zrozumiałe. Stało się tak zapewne, aby Słońce czuło się potrzebne, bo to kochane stworzenie o ciepłym usposobieniu. Bez niego uprawa rzodkiewki nie byłaby możliwa.

Lub marchewki – idąc tym tropem.

Jeśli ktoś podpowie, że buraków też, na pewno z religii ma sześć.

Tak oto rzodkiew i gwiazda nawzajem uzasadniają swoje istnienie. I burakom w to graj.

Tak jak, na przykład, drzewa mają korę po to, aby misie mogły się drapać po pleckach, wykonując przysiady przy pniu.

Logiczne i świetnie nadające się na temat doktoratu. Zdaje się, że na teologii można bronić, ale nie jestem pewien.

5. Wiadomo, że wędrujące po nieboskłonie Słońce „rządzi” porami roku i że nie zależą one ani od ruchu obiegowego Ziemi wokół niego, ani kąta padania promieni słonecznych na powierzchnię naszej planety. 

I od razu nasuwa się pytanie, tym razem kadrowe: kto powinien wylecieć ze szkoły – geograf czy katecheta? Bo zdaje się, że dublujemy zakres materiału, podając dwie sprzeczne wersje i płacąc ekstra za niepotrzebny etat. Myślę, że geograf mógłby się trochę dokształcić, chodząc na katechezę.

6. Ponadto dowiadujemy się, że Bóg stworzył „Słońce i gwiazdy”.

Bo czym jest Słońce? No czym, czym, czym? Widzę las rąk, rozpalone wiarą serca i chcę usłyszeć odpowiedź: Słońce to „ciało jaśniejące”.

A w dole ciemna masa.

Ta ciemna masa to oczywiście nie czarna dziura, jak by można (powierzchownie) wnioskować z lektury Biblii, ale ciemna dupa (być może poczerniała od żaru wiary w niemożliwe), w której przyszło ludzkości mozolnie kształtować sensowny i podparty nauką pogląd na pochodzenie materii.

Czy żyjąc w ciemnej, żarem osmolonej dupie, spowitej mrokiem zabobonu, można zobaczyć światełko w tunelu?

Jeśli jest to kaganek oświaty – owszem. Oświata, jak sama nazwa wskazuje, ma walczyć z ciemnotą, dlatego religię i tzw. „lekcje religii”, które nie mają z oświatą nic wspólnego (co chyba jasno wynika z powyższego), powinno się wyekspediować na margines cywilizacji i traktować ją jako relikt kultury i skansen.

I jest to pointa, która będzie wracać jak gajowy Marucha.

– V.L.

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, polub go i polub mój fanpage na Facebooku – połącz się z Facebookiem poprzez wtyczkę znajdującą się po prawej stronie lub kliknij TUTAJ.

 - V.L.

 

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, polub go, udostępnij go innym i polub mój fanpage na Facebooku - aby to zrobić kliknij TUTAJ.

Email address

Click on a tab to select how you'd like to leave your comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>